Najnowsze

Zdrada. Dlaczego tak bardzo jej się boimy? Dlaczego coraz częściej spotykamy się z tym zjawiskiem? Z biegiem czasu wszystko się zmienia. ...



Zdrada. Dlaczego tak bardzo jej się boimy? Dlaczego coraz częściej spotykamy się z tym zjawiskiem? Z biegiem czasu wszystko się zmienia. Świat, który nas otacza, ludzie, ich podejście do spraw związków i wierności. Żyjemy w czasach, w których coraz łatwiej jest nawiązać nowe znajomości, a okazja na skok w bok czyha na nas za każdym rogiem. Co sprawia, że człowiek mimo swojego silnego uczucia względem drugiej osoby decyduje się na taki krok? Dzisiaj spróbuję rozłożyć ten temat na czynniki pierwsze (oczywiście w miarę możliwości). Jestem facetem, więc przedstawię Wam Męski punkt widzenia.
Nie od dziś wiadomo, że samce są osobnikami odpowiadającymi za rozmnażanie, a ich zadaniem jest przedłużenie gatunku. Jest to zakodowane w naszych mózgach tak bardzo głęboko, że pewne decyzje podejmujemy nieświadomie. Dużą rolę odgrywają tu hormony, które odpowiadają za nasz popęd seksualny. Jednym słowem. Mężczyzna stworzony jest do bzykania. Czy w takim razie wierność jednej partnerce jest zgodna z naszą naturą? Odpowiedź jest prosta. Nie. Wcale nie oznacza to, że mężczyzna nie będzie wierny. Jako jedyni przedstawiciele samców, oprócz mózgu, który mamy między nogami posiadamy również drugi mózg, który odpowiada za nasze uczucia, zachowanie, charakter i potrzeby. To dzięki niemu potrafimy obdarzyć drugą osobę zaufaniem, miłością i codziennym wsparciem. Jednak to nie wystarczy, żeby okiełznać nasze fantazje i rządzę. Do tego potrzebna jest odpowiednia partnerka świadoma potrzeb mężczyzny. To w głównej mierze od niej zależy czy partner będzie wierny. Tak, to Wy kobiety odpowiadacie za waszego mężczyznę. I tu niestety pojawia się stwierdzenie, z którym wiele kobiet nie potrafi się pogodzić. Kobiety są obiektem seksualnym dla mężczyzn i żadne feministyczne gadanie tego nie zmieni. Taka jest kolej rzeczy, tak zostaliśmy stworzeni. Dlatego kobiety powinny być tego świadome! W takim razie jest tylko jeden sposób na uniknięcie przykrego rozczarowania i płaczu, że „każdy facet to świnia”. ZASPOKOJENIE potrzeb mężczyzny. Każdy facet, który ma centralnie pod nosem wszystko to, czego mu najbardziej potrzeba w życiu nie będzie rozglądał się na lewo i prawo w poszukiwaniu „większego szczęścia”, bo nie będzie czuł takiej potrzeby. Gdy facet posiada w swoim życiu swój wymarzony ideał, który spełnia wszystkie jego wymagania, to nie będzie czuł potrzeby szukania przelotnej przygody gdzieś indziej. PROSTE. Dlatego drogie Panie, nie ograniczajcie swojemu facetowi seksu, a już na pewno nie stosujcie tego jako karę, gdy coś przeskrobiemy. „KARA NA SEKS” WTF?! Nie traktujcie też tego jako obowiązek, tylko czerpcie z tego przyjemność! Dajcie swojemu facetowi wszystko to, czego mu najbardziej potrzeba a będziecie miały pewność, że jesteście jedynymi, o których fantazjuje. Sprawcie, żeby Wasz facet pożądał tylko Was.

Oczywiście nie uważam, że powód zdrady leży wyłącznie po stronie kobiet przez ich zaniedbanie faceta. Niestety zdarzają się też sytuacje, w których kobieta idealnie wywiązuje się ze swoich obowiązków, fundując swojemu facetowi wszystko to co najlepsze, a mimo to dochodzi do sytuacji, w której kobieta zostaje zraniona w najgorszy możliwy sposób. Tak jak wspominałem na początku. Jestem facetem i mam swoje potrzeby. Jednak całkowicie nie rozumiem mężczyzn, którzy posuwają się do takiego czynu, mając wszystko to, czego nam trzeba tuż obok siebie. Ci, którzy decydują się na taki krok, nie są warci swoich kobiet i są po prostu zwykłymi chujami. To jest sytuacja, w której facet przestaje myśleć mózgiem nr 1, a zaczyna myśleć mózgiem nr 2 i za jego czyny odpowiada popęd. Jedyne co zostaje wtedy kobiecie, to odejść, bo jeśli zrobił to raz... zrobi też drugi.

/jesse

Tekst jest kontynuacją opowiadania "Kusicielka cz.1" dostępnego tutaj: http://mpwjj.blogspot.com/2016/11/kusicielka.html Pamię...

Tekst jest kontynuacją opowiadania "Kusicielka cz.1" dostępnego tutaj:
http://mpwjj.blogspot.com/2016/11/kusicielka.html

Pamiętacie, że moi kumple z klasy nazywali Anię „Pornstar”? Jeśli przyjmiemy, że istnieją ludzie, u których przezwisko definiuje w pełni osobowość tego człowieka… to Ania była właśnie taką osobą. Nie była to grzeczna dziewczynka, kładąca się na plecach w świeżo zmienionej, pachnącej jeszcze płynem do prania pościeli i czekająca na ruch ze strony mężczyzny. Nie była to również osoba, którą satysfakcjonowałby 15 minutowy seks w trzech podstawowych pozycjach: na misjonarza, na jeźdźca oraz na pieska. O nie. Ania, mimo swojego młodego jeszcze wieku, była kobietą dojrzałą i świadomą swej seksualności. Seks był dla niej pełną emocji, namiętności oraz zwrotów akcji grą, w której czuła się mistrzynią. A ja… no cóż… ja w tej grze czułem się równie mocny, więc z rozkoszą przyjąłem jej wyzwanie. Co więcej – zamierzałem być w niej stroną dominującą.

Wspominałem, że ważnym elementem historii jest fakt, iż miałem na sobie tego dnia garnitur. O ile ja nie miałem większych problemów z pozbawieniem Ani ubrań, właściwie to jedynie czarnej, obcisłej tuniki, którą założyła na siebie, o tyle "Pornstar" czekało nieco trudniejsze zadanie. Kiedy ja pieściłem już swoimi dłońmi jej nieduże, ale za to niesamowicie kształtne oraz jędrne piersi, ona rozpinała kolejne guziki mojej gładkiej, białej koszuli. Robiła to z taką gracją, że gdyby istniała konkurencja olimpijska w rozbieraniu mężczyzn, mielibyśmy o jeden złoty medal z igrzysk więcej. Uśmiech nie znikał z jej twarzy. Mówiąc „uśmiech”, nie mam na myśli ust, lecz oczy. To w nich zawsze dzieje się najwięcej. To właśnie w oczach znajduje się to co najważniejsze – namiętność. Koszula, a zaraz po niej spodnie, bokserki, oraz skarpetki wylądowały bezładnie na podłodze. Cholera, musicie przyznać, że jest coś seksownego w widoku porozrzucanych po pokoju ubrań, które przed chwilą z siebie niemalże zerwaliście. Jednak ci z Was, którzy oczami wyobraźni są w tym pokoju razem z nami, powinni teraz zapytać:

„No dobrze… tunika, koszulka, spodnie, skarpetki, bokserki… ale co z paskiem oraz krawatem?!”

Ano właśnie… O ile wymienione wyżej części garderoby powędrowały bez większego żalu na podłogę, o tyle przy zdejmowaniu paska Ania powiedziała:

„To przyda nam się później”

… i odłożyła go delikatnie na poduszkę. Swoją drogą, były to pierwsze słowa, jakie padły od naszej rozmowy o wzorach skróconego rozmnażania mnożenia i lekcjach biologii matematyki. To tylko potwierdza fakt, że cały nastrój kryje się w mimice, mowie ciała oraz gestach, a nie w wypowiedzianych słowach. I tak oto – staliśmy przed sobą zupełnie nadzy, bezwstydnie obserwując się wzajemnie, czując narastające pożądanie oraz chęć jak najszybszego połączenia naszych ciał. Czas się dla nas zatrzymał, cały świat przestał jakby istnieć. Byliśmy tylko my, zamknięci w czterech ścianach, nie liczyło się nic innego.

Aha… tak właściwie to nie byłem do końca nagi, wciąż miałem na sobie czarny krawat i to właśnie za niego pociągnęła Ania, kierując nas w stronę łóżka. Tam, na początku delikatnie, wręcz odrobinę nieśmiało zaczęliśmy poznawać swoje rozgrzane do czerwoności ciała. Każdy dotyk i reakcja drugiej strony były przez nas wnikliwie analizowane. Było to typowe, używając terminologii sportowców, „badanie przeciwnika”, w którym mniej więcej dowiadujemy się czego możemy się spodziewać, oraz na jak wiele możemy sobie pozwolić. Tamtego dnia poczułem, że mogę pozwolić sobie na naprawdę wiele.

Z przystąpieniem do ataku postanowiłem się jednak jeszcze wstrzymać. Chciałem jej dać złudzenie kontroli, więc leżąc na plecach czekałem na jej ruch. A właściwie ruchy, głową, poniżej mojego pasa. To cudowne uczucie gdy kobieta wie, jak zadowolić mężczyznę. Ania wiedziała to doskonale. Nim zdążyłem się zorientować, mój penis znajdował się już w jej ustach. Jeśli zastanawiacie się kto był inspiracją do napisanego przeze mnie poradnika robienia loda (tekst dostępny jest na blogu), to zapewne znacie już odpowiedź – Ania. To ona pokazała mi, jak niesamowitą przyjemność mogą sprawić mężczyźnie kobiece usta, język oraz… gardło. Tak, gardło. Ta dziewczyna wychodziła z założenia „albo wszystko albo nic”, więc do ust brała wszystko, w całości. Nie to żebym był sadystą, ale cholernie lubię dźwięk krztuszenia się kobiety moim penisem. Dlatego też, co jakiś czas dociskałem jej głowę do moich lędźwi i przytrzymywałem chwilę, tak by nie mogła złapać tchu. Podobało jej się. Zacząłem czuć, że przejmuję kontrolę, że prowadzę w tej grze. Jednak Ania przeszła do kontrataku.

Lubię, gdy kobieta wie, czego potrzebuje i nie boi się po to sięgnąć. Dlatego też spodobało mi się, gdy w pewnej chwili wypuściła „mnie” ze swoich ust i uniosła się do góry, kierując się w stronę mojej głowy… i to wcale nie swoją głową. Uklęknęła nade mną tak, że moja twarz znalazła się dokładnie pomiędzy jej, delikatnie już wilgotnymi, udami. W stosunku do facetów, którzy ograniczają kontakty z kumplami na rzecz kobiety, mówi się w przenośni, że „cipa przesłoniła im świat”. Mi tamtego dnia przesłoniła dosłownie. I to nie byle jaka… To była jedna z najładniejszych cipek (tak, faceci oceniają urodę cipek), jaką w życiu widziałem. Wierzcie mi lub nie, ale liczą się detale. Ona zadbała o każdy. Idealnie wygolona, czysta, pachnąca… zamoczenie w niej języka to była sama przyjemność. Nie tylko dla mnie, bo choć uszy miałem lekko przyciśnięte jej udami, to dochodziły do nich jęki rozkoszy wydobywające się z ust Ani. Takie dźwięki to dla mężczyzny woda na młyn. Gdy tylko poczułem delikatne drżenie jej nóg, przerwałem językowe pieszczenie jej łechtaczki i podniosłem ją do góry. Spojrzała na mnie z lekkim wyrzutem, ale nie mogłem dać jej wygrać już podczas gry wstępnej. To ja chciałem kontrolować sytuację, więc uśmiechnąłem się i powiedziałem:

„Spokojnie, to dopiero początek”.

Wiedziała już, że to nie będzie prosta rozgrywka, że trafiła na równego sobie przeciwnika, który nie będzie grał według jej zasad. I wiecie co? Spodobało jej się to. Grymas niezadowolenia zszedł jej z twarzy i zastąpił go złowrogi uśmiech. Dopiero teraz miała zacząć się właściwa gra. Czułem, że to jest ten moment, by przyklepać swoją dominację, więc sięgnąłem ręką po pasek, leżący na poduszce. Jednak Ania złapała mnie za rękę i rzekła:

„To na później”

Ciągle walczyła. Nie mogłem mieć pewności ile w tej walce jest prawdy, a ile jedynie stwarzania pozorów. Stanąłem przed trudnym wyborem: odpuścić czy postawić na swoim? Zła decyzja mogła mnie kosztować utratę atmosfery lub jej szacunku do mojej osoby. Postanowiłem zagrać „all in”. Mimo strachu i niepewności, zebrałem się na odwagę i pewnym siebie, stanowczym tonem powiedziałem:

Nie Ty będziesz o tym decydowała.”

…i czekałem na jej reakcję. Tak chyba czują się w sądzie oskarżeni oczekując na wyrok. Choć od środka targały mną nieopisane nerwy, starałem się nie dać tego po sobie poznać. Patrzyliśmy sobie prosto w oczy i choć stwarzałem pozory pewnego siebie to czułem, że serce wyskoczy mi zaraz z klatki piersiowej. „Jak zareaguje?! Uśmiechnie się czy zdenerwuje?!” – to pytanie drążyło moje myśli.

Uśmiechnęła się. Puściła moją dłoń, w której trzymałem pasek. A więc to już. Wygrałem. Oddała mi pełną kontrolę. Gra będzie toczyła się według moich zasad.

Nie wiedziałem wtedy, że to był test. Nie wiedziałem, że choć lubi stwarzać pozory pewnej siebie to uwielbia, gdy to mężczyzna jest stroną dominującą. Nie wiedziałem również, że to początek pięknej, 2-letniej, namiętnej znajomości… Wiedziałem natomiast, że wszystko zależy teraz ode mnie. Władza to również odpowiedzialność. Przejmując kontrolę, wziąłem na swoje barki ciężar mojej oraz jej satysfakcji. Przystąpiłem więc do działania…

…ale o tym, przeczytacie w części trzeciej (ostatniej). Bo mam ją napisać, prawda? :>
 /james

Ania – bo tak miała na imię bohaterka tej historii (tak naprawdę to nie, ale będę ją nazywał Anią), to koleżanka ze szkolnego korytarza. Ro...

Ania – bo tak miała na imię bohaterka tej historii (tak naprawdę to nie, ale będę ją nazywał Anią), to koleżanka ze szkolnego korytarza. Rok ode mnie starsza, wysoka blondynka o hipnotyzujących, niebieskich oczach, ponętnych ustach i z tyłkiem, za którym oglądał się każdy chłopak w szkole. „Pornstar” – tak nazywali ją koledzy z mojej klasy. Miała w sobie wszystko, co mogłoby skusić młodego, kipiącego testosteronem nastolatka. Swoje sieci zarzuciła jednak na mnie. Ja w tym czasie byłem w związku z inną dziewczyną (również z naszej szkoły), więc byłem obojętny na jej zaczepki. A tych było całkiem sporo.

Pomijając bardzo częste, „przypadkowe” przechodzenie korytarzem, na którym stałem ze swoją grupką kumpli i czekałem na kolejną lekcję. Pomijając niejednokrotne, również „przypadkowe” wpadanie na mnie na schodach. Pomijając puszczanie oczek, przygryzanie warg, i wzrok pożądania, którymi obdarowywała mnie za każdym razem, gdy nasze spojrzenia spotkały się ze sobą. Ania potrafiła pójść o krok dalej. Nie wiem, skąd miała mój numer, ale skoro pod szkolnym sklepikiem można było kupić kilka ton rosyjskiego uranu w zamian za drożdżówkę z czekoladą, to zapewne ze zdobyciem kontaktu do mnie też nie miała żadnego problemu. Do dziś pamiętam szczególnie jedną sytuację. Mieliśmy lekcje w sąsiednich klasach i siedzieliśmy po przeciwnych stronach korytarza, naprzeciwko siebie. Wspominałem, że Ania lubiła krótkie spódniczki? Nie? No to lubiła. Bardzo lubiła. Jedną z nich miała tego dnia na sobie. Rozmowę z kumplami przerwała mi wibracja i dźwięk dzwonka, wydobywające się z kieszeni spodni. Wyjąłem telefon, rzuciłem okiem na ekran, a tam wiadomość od Ani: 

„Ładne mam dzisiaj majtki?”

Lekko zdezorientowany podniosłem głowę w jej kierunku. Na twarzy miałem wypisane typowe „Ale o co chodzi?”, lecz już po chwili przekonałem się, o co chodzi… Dostrzegając mój wzrok na sobie, nasza bohaterka rozchyliła lekko nogi, pokazując mi czarne, koronkowe stringi. Trzeba jej to przyznać – kusić umiała jak mało kto. To tylko dowodzi tego, że biblijny szatan musiał być kobietą. Gdyby to ona kusiła Adama i Ewę, idę o zakład, że zjedliby oni połowę owoców z zakazanego drzewa, z drugiej połowy wycisnęliby sok, a na koniec wyzbieraliby pozostałe jabłka z ziemi i upiekli z nich szarlotkę. To był pierwszy raz, kiedy poczułem, że muszę ją mieć.

Mieć jej jednak nie mogłem. Jak już wspominałem - miałem dziewczynę. W dodatku nie taką głupią, ponieważ zdawała sobie sprawę o zalotach Ani w moim kierunku (kobiety mają w tych sprawach jakiś szósty zmysł), więc tym bardziej musiałem mieć się na baczności. I miałem - pierwszy rok, drugi rok oraz… połowę trzeciego. Wtedy to okazało się, że pierwsza miłość nie może być jednocześnie tą ostatnią i mój związek się rozpadł. Na szczęście pocieszenia nie musiałem szukać daleko. Ania wiedziała o moim rozstaniu już następnego dnia (ah te szkolne plotki) i nie miała zamiaru czekać. W końcu czekała już ponad 2 lata. Jej wcześniejsze, „delikatne” próby zwrócenia na siebie uwagi, przybrały na sile. Ja jednak dość ciężko zniosłem swój zawód miłosny, więc ciągle trzymałem ją na dystans. Do czasu…

Zbliżały się matury. Nasza szkoła to był tak właściwie Zespół Szkół, w którym mieściły się zarówno liceum, jak i technikum. Ja chodziłem do ogólniaka, Ania do technikum. Tak więc pomimo tego, że była ode mnie rok starsza, egzaminy dojrzałości zdawaliśmy w tym samym roku. Jako że z nauką nigdy nie miałem problemów, nie obawiałem się ich. W nieco innej sytuacji była „Pornstar”. Matematyka nigdy nie była jej mocną stroną. Ja z kolei ten przedmiot zdawałem na poziomie rozszerzonym, więc kwestią czasu było, aż padnie prośba, by jej trochę w tej nauce pomóc. I padła… tuż po jednym ze szkolnych apeli, w którym jako przedstawiciel samorządu uczniowskiego musiałem uczestniczyć i co ważne w tej historii – być elegancko ubranym. Po zakończeniu ceremonii czekał już na mnie SMS i wywiązała się krótka rozmowa:

Ania: Faceci w garniturach są strasznie seksowni.
Ja: Kobiety za to najseksowniejsze są bez ubrań.
Ania: Więc może pomożesz mi dziś z tą matematyką? Ubiorę się „seksownie” :)

Miałem do załatwienia jeszcze kilka spraw na mieście, więc umówiliśmy się „za 2 godziny u niej”. Mieszkała na obrzeżach miasta, w dużym domu, w którym całe piętro miała na wyłączność dla siebie. Tego dnia była w nim sama. Przyjechałem pod wskazany adres o umówionej godzinie i otworzyła mi drzwi… w obcisłej, czarnej tunice, która zakrywała jej tylko połowę pupy. Poszliśmy na górę, ona przodem. „Zaraz zaraz, czy ona nie ma na sobie majtek?!” – pomyślałem, nie mogąc oderwać wzroku od jej zgrabnych pośladków skaczących mi przed oczami. Otrzeźwiło mnie dopiero jej pytanie, czy chce coś do jedzenia lub picia. Nie chciałem. Byliśmy już w jej pokoju, urządzonym w sposób dość… minimalistyczny, jak na kobietę. Chłodne, bladobłękitne ściany, proste meble z Ikei i łóżko z metalową ramą. Przez myśl przeszły mi same niegrzeczne rzeczy, ale spotkaliśmy się przecież w celu nauki matematyki, tak więc spytałem co mam jej wytłumaczyć.

 „Wzory skróconego rozmnażania… tzn. mnożenia! Przepraszam!” – odpowiedziała, delikatnie rechocząc. 
„Najpierw matematyka, biologia później” – zripostowałem równie suchym żartem. 

Usiedliśmy naprzeciwko siebie, ja na fotelu, ona na skraju łóżka. Pomiędzy nami stał niski stolik, na którym leżały kartki i długopis. Zacząłem pisać te wzory, kiedy kątem oka ujrzałem, że zrobiła dokładnie to samo co kiedyś na przerwie w szkole. Jednak tym razem nie dostrzegłem żadnych stringów. Tak… tym razem rzeczywiście nie miała na sobie majtek. Spojrzałem na nią, uśmiechała się i delikatnie przygryzła dolną wargę. Więcej znaków nie potrzebowałem.

Odłożyłem długopis, oparłem się o fotel i patrzyliśmy na siebie w milczeniu przez dłuższą chwilę. Wiedziałem, że napięcie zaraz eksploduje, ale lubię delektować się tą „chwilą przed”. Obserwować kobiecą walkę z samą sobą: „czy wypada mi zacząć?”. Już nie przygryzała wargi, teraz to był palec, który włożyła sobie do ust. Drugą dłonią pocierała wewnętrzną stronę uda. Czekałem w gotowości. Wstała. Podeszła do mnie i usiadła mi na kolanach, przodem do mnie. Ciągle nie odrywaliśmy od siebie wzroku, ciągle nie padło żadne słowo. Położyłem jedną rękę na jej pośladkach, drugą delikatnie odgarnąłem włosy z jej twarzy, muskając opuszkami palców jej lekko zarumienione policzki. Spróbowała mnie pocałować. Odsunąłem się, jednocześnie łapiąc ją za włosy i odchylając jej głowę do tyłu. Lekko się speszyła. Teraz to ja się uśmiechnąłem i zacząłem całować ją po szyi, słysząc nad uchem jej głęboki oddech. Podniosłem głowę i znów spojrzeliśmy sobie głęboko w oczy. Tym razem nie trwało to jednak długo. Emocje, choć ukrywane, targały nami od środka. Nastąpiła eksplozja. Rzuciliśmy się na siebie jak dzikie zwierzęta. Namiętność, z jaką pozbawialiśmy się kolejnych elementów ubrań z naszych ciał, można było wynosić z tego pokoju wiadrami. 3 lata pożądania dały o sobie znać. Wtedy też dowiedziałem się, jak wiele elementów męskiej garderoby może posłużyć jako rekwizyty w łóżkowych zabawach. 

Link do części drugiej tej historii:
http://mpwjj.blogspot.com/2016/11/kusicielka-cz2.html

/james


Najbardziej niekomfortowa sytuacja damsko-męska, w której uczestniczyłem? Stałem na korytarzu uczelni, czekając na kolejne zajęcia. Dołąc...

Najbardziej niekomfortowa sytuacja damsko-męska, w której uczestniczyłem? Stałem na korytarzu uczelni, czekając na kolejne zajęcia. Dołączyła do mnie (wtedy) moja partnerka życiowa, która miała wykład w sali obok. Jak to zakochana w sobie, młoda doświadczeniem para wymienialiśmy się publicznie uśmiechami, spojrzeniami, pocałunkami połączonymi czułymi uściskami. Po chwili podeszła do nas przyjaciółka mojej dziewczyny, którą osobiście bardzo lubiłem i szanowałem. Niepozorna szara myszka o wysokiej kulturze osobistej, wychowana w dobrym domu. Niepozorna... dla wszystkich dookoła. Ja w niej zauważyłem nutę pewności siebie i pazura. Wymieniła się ze mną uśmiechem, utrzymując kontakt wzrokowy. Czasem wystarczy jedno spojrzenie i mężczyzna wie z kim ma do czynienia. To spojrzenie mówi więcej o kobiecie niż np. ostentacyjne machanie tyłkiem w klubie. Lubię, gdy kobieta potrafi ukazać swoją pociągającą osobowość tak prostym ruchem. Inne gierki w takiej sytuacji nie są już potrzebne.

Czas mijał, a do kolejnych zajęć zostawało coraz mniej czasu. Staliśmy we trójkę około 10 minut, gdy nagle usłyszeliśmy dźwięk dzwonka oznaczający tylko jedno- ZAJĘCIA! Przyszedł moment, w którym każdy szedł w swoją stronę. Pożegnałem się ze swoją kobietą całusem a z jej przyjaciółką buziakiem w policzek. Na sam koniec moja znajoma powiedziała do mnie coś, co wryło mnie w ziemię „a właśnie prawie zapomniałabym... miałam dzisiaj zajebisty sen erotyczny z Tobą w roli głównej...”.

Atmosfera nagle zagęściła się. Wyobraźcie sobie minę mojej kobiety oraz moją. W sumie uznałem to za komplement no ale przecież nie przybije w takiej sytuacji koleżance piony albo nie zacznę wypytywać co się w nim działo... Jedyne co zrobiłem, to spojrzałem na moją dziewczynę z zakłopotaniem a na koleżankę z nutką ciekawości. Nagle przypomniałem sobie, że już chwile po dzwonku i mogłem użyć tego jako pretekst. Teraz idę intensywnie chłonąć wiedzę! - oznajmiłem - i zdziwiony poszedłem do sali. W głowie miałem tysiące myśli. Dlaczego ona mi to powiedziała? Dlaczego zrobiła to w towarzystwie mojej dziewczyny? Czy była aż tak pewna siebie, że uznała to za coś normalnego? A najbardziej ciekawiło mnie to, jak obie spędzą ze sobą 1,5 godziny wykładu w jednej ławce...

P.S.
Niestety kilka miesięcy później moja „miłość” życia zrezygnowała z mojego towarzystwa... wtedy przekonałem się, o czym śnią kobiety ;)

#takbylo

/jesse






-Masz jakieś wady? -Szczerość. -Myślę, że szczerość nie jest wadą. -Gówno mnie obchodzi, co myślisz. Jedna z tych cech, za którą ludzi...

-Masz jakieś wady?
-Szczerość.
-Myślę, że szczerość nie jest wadą.
-Gówno mnie obchodzi, co myślisz.


Jedna z tych cech, za którą ludzie mogą Cię pokochać lub znienawidzić.
Jedna z tych cech, której każdy (pozornie) oczekuje od drugiego człowieka.
Jedna z tych cech, którą każdy Ci obieca… ale nie każdy obietnicy dotrzyma.

Szczerość… często mylona z chamstwem, obrazą, złośliwością. Dzieje się tak dlatego, ponieważ mimo, że jej oczekujemy, to jednocześnie się jej boimy i wolimy żyć we własnej bańce mydlanej, karmieni słowami, które chcemy po prostu usłyszeć. I niech ktoś tylko spróbuje przebić naszą bańkę, to następuje szybka reakcja obronna. A jak wiadomo – najlepszą obroną jest atak. W ten sposób mamy gotowy konflikt.

Ale czy strach przed konfliktem, usprawiedliwia brak szczerości?

Byłem w swoim życiu w dwóch poważnych relacjach damsko-męskich, potocznie zwanych „związkami”. Oba, jak się później okazało, nie przetrwały próby czasu oraz fundamentalnych różnic w podejściu do życia. Za to miały jeden wspólny element – obietnice szczerości.

„Jeśli coś będzie nie tak, od razu Ci o tym powiem.” – słyszałem w obydwu przypadkach i wydawało mi się to całkiem rozsądnym posunięciem. Po co trzymać i kumulować w sobie smutki, żale i pretensje, jeśli można zawczasu podzielić się nimi z partnerem i wypracować wspólne porozumienie, kompromis. W obu przypadkach przyjąłem z aprobatą takie podejście i obiecałem „odwdzięczać” się tym samym.

Pierwsza dziewczyna? Dotrzymała obietnicy… w połowie. Owszem, powiedziała szczerze po 2 latach, że… ma kogoś innego. Chyba „zapomniała” o dość istotnym fragmencie swej obietnicy, brzmiącym „od razu”, który rozumiem jako moment, w którym coś zaczęło się psuć i zaczęła się spotykać z kimś innym. Jednak, jak to mówią: „kobiety są jak małpy – nie puszczą jednej gałęzi, dopóki nie upewnią się, że trzymają drugą”. Nauczka na przyszłość? Nigdy nie ufaj w 100%.

Druga dziewczyna? No cóż… zaufałem (super wyciąganie wniosków James!). I kolejny gong! Znowu magiczna granica 2 lat (cholera, może to ze mną jest coś nie tak, skoro żaden mój związek nie może przetrwać dłużej?) i znowu ogromny zawód. Wyobrażacie sobie sytuacje, w której przeglądając wieczorem facebook’a, natrafiacie na konto jakiegoś randomowego (losowego) kolesia i widzicie na jego wall’u (tablicy, taki ze mnie poliglota) zdjęcie Waszej dziewczyny... z nim… w łóżku? Przypadek, fart, zbieg okoliczności, zrządzenie losu, opatrzność boża – nazwijcie to jak chcecie. Szczęście w nieszczęściu, że się dowiedziałem, bo planowałem zaręczyny.

„Po cholerę on o tym pisze” – zapytacie. „Żali się? Wylewa smutki? Szuka pocieszenia?” – dodacie sobie w myślach. Nic z tych rzeczy. Obie byłe obchodzą mnie dziś tyle, co śnieg w ’79 (a warto chyba dodać, że nie było mnie wtedy na świecie). Sęk w tym, że oba rozstania skończyły się, delikatnie mówiąc, nieprzyjemnie. Tak więc przypomnijcie sobie moje pytanie z początku tekstu: „czy strach przed konfliktem, usprawiedliwia brak szczerości?”. No właśnie kurwa nie, ponieważ kłamstwo wyda się prędzej czy później i konfliktu tak czy siak się nie uniknie. Można jedynie ograniczyć do minimum (mówiąc od razu) lub spotęgować (czekając na Bóg wie co) jego efekty. No i nie wiedzieć czemu, ludzie często wybierają tę drugą opcję. Tylko po co to komu? Ten cały zmarnowany czas, zszargane nerwy, tych kilka słów za dużo, których można było uniknąć, a których być może będzie się żałowało do końca życia?

Jakiś czas temu poznałem, wydawałoby się, całkiem sympatyczną dziewczynę. Kulturalna, ambitna, inteligentna, wysoka (mam słabość do wysokich kobiet), dodatkowo bardzo w moim typie. Pech chciał, że w przypływie dostarczenia do organizmu zbyt dużej dawki substancji odpowiedzialnej za stan „błogiego upojenia” (tak, mam na myśli alkohol), postanowiłem się z ów dziewczyną podzielić swoimi spostrzeżeniami. Spotkałem się w życiu z różnymi reakcjami na próbę podrywu, ale z taką sytuacją spotkałem się pierwszy raz. Otóż szanowna koleżanka postanowiła za wszelką cenę… unikać jednoznacznej odpowiedzi na moje, nazwijmy to, zaloty. Co więcej, w trakcie późniejszych rozmów uświadomiła mnie, że moje oczekiwanie szczerości jest… uwaga uwaga (!)… EGOISTYCZNE. Rozumiecie? Do dziś nie wiem, jak w ogóle śmiałem oczekiwać, że powie mi prawdę. Ależ ze mnie egoista. Ale zaraz…..

"Egoizm – nadmierna albo wyłączna miłość do samego siebie. Egoista kieruje się przeważnie własnym dobrem i interesem, nie zwracając zbytniej uwagi na potrzeby i oczekiwania innych."*

No rzeczywiście… zajebiście dobry interes zrobiłbym na otrzymaniu „kosza” (nie jestem idiotą i wiem co znaczy unikanie odpowiedzi w takiej sytuacji). No kurwa, biznes życia! Chodziło tu jednak o pewną zasadę. Bo „kosza” to ja dostałem w życiu już nie raz i jeszcze zapewne nie raz i nie dwa dostanę. Jestem dojrzałym facetem i umiem przyjąć odtrącenie z dumą i godnością. Jednak nie umiem przyjąć braku szacunku – a tym właśnie jest dla mnie brak szczerości. No ale… zakładam że zdaniem ów koleżanki, oczekiwanie szacunku pewnie też jest egoistyczne.

I to jest właśnie to, o czym pisałem już wyżej. Zamiast od razu postawić sprawę jasno, to mamy zwlekanie i czekanie na… no właśnie, na co? Aż wzajemna niechęć urośnie do tego stopnia, że powiemy sobie kilka nieprzyjemnych słów na pożegnanie?

Wiecie co jest tak naprawdę egoistyczne? Oszukiwanie, kłamanie, unikanie odpowiedzi (bo to też jest rodzaj kłamstwa) pod pretekstem „ochrony” danej osób. To tłumaczenie: „nie chciałam, żeby Ci było przykro, ŻEBYŚ BYŁ NA MNIE ZŁY”. To jest właśnie egoizm! Unikanie prawdy, żeby ktoś nie był na Ciebie zły. Żeby nie popsuły się Wasze relacje. W tym właśnie momencie stawiasz swój interes nad dobrem drugiej osoby. I to jest egoistyczne. Nie dajcie sobie nigdy wmówić, że egoistyczna jest szczerość.

Zbliżając się powoli do końca moich (wyjątkowo długich) rozważań, chciałbym jeszcze wspomnieć o reakcjach ludzi na szczerość ze strony innych osób. Tutaj, moim zdaniem, leży pewien problem. Otóż oczekując szczerości od drugiego człowieka, musisz być przygotowanym na to, że usłyszysz coś, co Cię zaboli. Reagując atakiem, uczysz tę osobę, że nie warto mówić prawdy, bo jedyne co ją za to czeka to oberwanie po dupie. Tak więc jeśli oczekujesz od kogoś szczerości, musisz też potrafić docenić czyjąś odwagę i uszanować jego/jej opinię. Nawet jeśli się z nią nie zgadzasz. W przeciwnym wypadku sam skazujesz się na bycie okłamywanym.

Jest jeszcze jedna strona medalu, chyba najgorsza z możliwych – wykorzystywanie czyjejś szczerości przeciwko niemu. Przykład? Znajomy prowadzi własną działalność gospodarczą, w której zatrudniał jedną osobę. Dogadał się ze swoim pracownikiem, że jeżeli ten będzie chciał kiedyś odejść z firmy, to żeby dał mu znać o tym pół roku wcześniej, by ten miał czas na znalezienie i przeszkolenie nowego pracownika. Niedawno pracownik poinformował go o zamiarze szukania innej pracy, więc… został zwolniony w trybie natychmiastowym, ponieważ pracodawcy nie opłaca się już go trzymać, skoro i tak odejdzie. I w takim przypadku zgadzam się z poznaną niedawno koleżanką – egoizm a do tego chamstwo i zwykłe buractwo. Tak, mam znajomych buraków.

Jakaś puenta? Zapewne każdy z Was ma swoją… Ja mogę tylko napisać: oczekujmy od innych szczerości, ale jednocześnie szanujmy i doceniajmy ją. Tylko w ten sposób uda nam się uniknąć konfliktów oraz żyć przez długie lata w zgodzie.

/james

*Wikipedia. 





Gdybym zapytał każdego faceta, który czyta ten tekst o to, jak wymarzył sobie idealną partnerkę odpowiedź była by bardzo prosta. Nienaganna...

Gdybym zapytał każdego faceta, który czyta ten tekst o to, jak wymarzył sobie idealną partnerkę odpowiedź była by bardzo prosta. Nienaganna uroda rodem z okładek świerszczyków. Charakter nienarzucający się, czyli taki, który akceptuje Twoje wybryki i styl życia. Możliwość całkowitego kompromisu niezależnie od sytuacji lub po prostu cicha obecność w Twoim otoczeniu, gdy oglądasz ważny mecz. Każdy ma prawo do marzeń. Kobiety zawsze czekają na księcia na białym koniu a mężczyźni na modelkę Victoria's Secret. Zastanawia mnie fakt, dlaczego wszyscy chcą znaleźć wykreowany przez świat ideał przyszłego partnera, który w gruncie rzeczy nie istnieje? A jeśli nawet gdzieś tam jest to dlaczego sami nie staramy się być idealni? Zawsze ciekawiło mnie jaki wpływ na nowo poznane relacje ma nasz wygląd i pierwsze wrażenie.

Spotkanie dwóch nieznajomych sobie osób zawsze przebiega w ten sam sposób. Każdy człowiek jest wzrokowcem i w momencie poznania kogoś nowego zwraca szczególną uwagę na wygląd (jakiś czas temu rozmawiałem o tym z James'em i we dwóch przyznaliśmy rację tej teorii). Osoby atrakcyjne są automatycznie inaczej przez nas postrzegane niż te nieatrakcyjne. Człowiek, który nam się podoba z wyglądu, podświadomie staje się dla nas osobą ciekawszą, inteligentniejszą, mądrzejszą. Nie jest to nic dziwnego, przecież każdy szuka ideału. Czasem jednak trzeba zastanowić się i pomyśleć o tym, że działa to w obie strony. Osoba, którą poznajemy, robi dokładnie to samo co my w tym samym momencie. Ocenia nasz wygląd, zaczynając od twarzy, przechodząc na figurę, a kończąc na wizerunku ogólnym. I co teraz? Dlaczego ludzie, którzy znają dokładnie swoje oczekiwania wobec drugiej osoby, nie starają się spełnić oczekiwań osoby, którą właśnie poznają?

Kiedyś usłyszałem wypowiedź kobiety z dużą nadwagą, która publicznie tłumaczyła sobie swój wygląd, mówiąc „otyłe kobiety są dla faceta najlepsze, ponieważ w zimie dają dużo ciepła a w lecie dużo cienia”. Wybuchłem śmiechem. Owszem zgodzę się z tym. Miło, gdy kobieta potrafi ogrzać swojego faceta i schłodzić go, gdy sytuacja tego wymaga jednak jeszcze milej byłoby, gdyby wyglądała jak Emily Ratajkowski...! Drogie Panie proszę się w tym momencie nie obrażać! Przecież mówiłem, że działa to w dwie strony.

Prawdziwy mężczyzna powinien mieć... brzuch!” *. Najgłupszy stereotyp, jaki w życiu słyszałem. Kiedyś mężczyzna z pokaźnym brzuchem był uważany za osobę, której dobrze się wiedzie oraz za osobę zaradną a dzisiaj? Jest zupełnie odwrotnie. Mężczyźni z „brzuszkami” (szczególnie piwnymi) są postrzegani jako osoby leniwe oraz takie, które nie przywiązują do niczego wagi, czyli NIEATRAKCYJNE. Czy idealny Brad Pit lub Ryan Gosling byłby tak samo idealny z pokaźnym bojlerem? Nie. Nie wszyscy rodzą się z urodą rodem z Hollywood, jednak są rzeczy, na które mamy duży wpływ i mało chęci.

Dlaczego w takim razie ludzie, którzy świadomie przekraczają granicę między byciem atrakcyjnym a nieatrakcyjnym, rozkładają ręce z przekonaniem, że ich ideał nie istnieje i nigdy go nie spotkają? Skoro sami nie możemy stać się perfekcyjnym, dlaczego oczekujemy tego od drugiej osoby? Prościej byłoby po prostu pohamować wygórowane ambicje i zadowolić się kimś odbiegającym od naszego ideału a wtedy zakończyłby się nasz życiowy wyścig szczurów po idealnego partnera.

*http://kobieta.onet.pl/zdrowie/newsy/prawdziwy-mezczyzna-powinien-miec-brzuch/qwpxfe