Najnowsze

Te dni to dla nas udręka. Każdy mężczyzna, który żyje na co dzień ze swoją kobietą, doskonale zdaje sobie sprawę z występowania pewnego zja...

Te dni to dla nas udręka. Każdy mężczyzna, który żyje na co dzień ze swoją kobietą, doskonale zdaje sobie sprawę z występowania pewnego zjawiska, którego nie da się uniknąć. To znaczy, da się... Tylko wtedy, gdy zostawisz swoją kobietę i wyjedziesz na wyspę, na której nie występuje gatunek żeński. Mowa oczywiście o zjawisku PMS! Mówi się, że kobieta posiada szósty zmysł i odczuwa cały świat, który ją otacza w inny sposób, a to dzięki „kobiecej intuicji”. Nie zdają sobie sprawy, że mężczyźni również posiadają tę zdolność, jednak pomaga ona im tylko w przygotowaniu się psychicznie na lawinę stresu i awantur. Myślę, że to proces ewolucji był dla nas mężczyzn tak łaskawy i wyposażył nas w tę opcję.

A wszystko zaczyna się, gdy otwierasz oczy, patrzysz w sufit i wiesz, że to ten dzień. Twoja kobieta już dawno wstała i czeka na Ciebie w salonie. Oczywiście nie czeka na Ciebie ze śniadaniem. Dlaczego miałaby Ci dzisiaj zrobić śniadanie? Ma bardzo zły humor, więc jej się po prostu nie chce. Wchodzisz do salonu i łapiecie pierwszy kontakt wzrokowy. Jest na Ciebie zła i to bardzo. Najlepsze, że oboje zdajecie sobie sprawę, że nic nie zrobiłeś, ale Twoja kobieta ma to gdzieś. W tym momencie przyjmujesz postać worka bokserskiego, na którym przez najbliższe kilka dni będzie się wyżywała. Kobiety w tym okresie są bardzo niebezpieczne, a ich emocje są niestabilne i potrafią wybuchnąć jak bomba masowego rażenia. Gdybym decydował o rekrutacji ludzi do armii, którzy walczą na wojnie, to stworzyłbym oddział składający się z kobiet, które przechodzą przez etap PMS. Nie dość, że byłby to najbardziej niebezpieczny i agresywny oddział na świecie, to jeszcze walczyłyby przeciwko mężczyznom, czyli w warunkach idealnych.

Przez te ciężkie kilka dni jesteśmy wrogiem nr 1. Każde nasze spojrzenie, słowo, czyn jest dla kobiety bardzo irytujący. Nawet gdy mężczyzna zrobi coś dobrze to i tak po chwili okaże się, że jednak jest coś nie tak! Nie możemy pytać wtedy, o co chodzi...? Kobieta sama nie wie, o co jej chodzi, a to irytuje ją jeszcze bardziej. Mężczyzna nie może też mieć pretensji do swojej kobiety. Argument „My kobiety tak po prostu mamy!” i zwalanie winy na hormony powinno nam w zupełności wystarczyć. Co ciekawsze, gdyby mężczyzna raz w miesiącu urządzał takie jazdy i tłumaczyłby się w taki sam sposób, to wyglądałoby zupełnie inaczej. Summa summarum, facet i tak ląduje na kanapie, bo albo ucieka od szalonej wariatki lub ma kare, ponieważ nie rozumie jej zachowania.

Jak w takim razie uniknąć niepotrzebnego stresu i załagodzić sytuację w domu? Trzeb mieć odpowiednie podejście do kobiety i spełniać jej wszystkie oczekiwania. Nie jest to oczywiście przepis na sielankę, ale znacznie załagodzi to naszą słabą sytuację. Każdy mężczyzna powinien znać najbardziej podstawowe potrzeby kobiet. W sytuacji podbramkowej kobiety odczuwają większą potrzebę zaspakajania ich potrzeb. Dlatego nie powinniśmy dłużej się zastanawiać tylko działać!

Po pierwsze. Musimy szybko wyjść z domu i pójść do sklepu w celu zakupienia jedzenia. Kobiety uwielbiają być karmione szczególnie wtedy, gdy mają zły humor. Co dokładnie? To kwestia gustu. Każda kobieta jest inna, jedna będzie jadła słodycze a druga pizzę. Najważniejsze, że ma po prostu tego jedzenia być dużo! Wiadomo, że nie zje wszystkiego. Ma po prostu wiedzieć, że o nią dbasz. Jeśli masz odrobinę szczęścia, to podzieli się z Tobą porcją. To dobry znak.

Po drugie. Rozmawiaj z nią, ale się nie odzywaj. To nie ma sensu? Ma. Chodzi o to, że masz siedzieć i słuchać tego, co ma do powiedzenia i pod żadnym pozorem się nie odzywać. Każde słowo może zadziałać na nią jak czerwona płachta na byka. Wyglądaj tak, jakbyś wszystko rozumiał i jakbyś bardzo przejmował się jej problemami.

Po trzecie. Zabierz ją na zakupy. Nie chodzi tu o wydawanie ogromnych sum pieniędzy. Głównym plusem wyjścia do centrum handlowego jest to, że przebywamy w miejscu publicznym, w którym jesteśmy po prostu bezpieczni. Kobieta wtedy jest zainteresowana wszystkim dookoła a swoim mężczyzną ani trochę. Możemy wtedy chwilę odetchnąć. Cała zła energia jest przełożona na kilkugodzinne chodzenie po sklepach. 

Po czwarte. Nigdy nie pozwól, żeby poczuła się samotna w tym czasie. Kobieta nie potrafi opanować wszystkich kumulujących się w niej emocji, dlatego wbrew pozorom jesteś jej potrzebny. Pokaż jej, że mimo gradu nieprzyjemności z jej strony i tak jesteś przy niej. Świadomość oparcia w drugiej osobie bardzo ułatwi Wam kontakt.

No i po piąte. Kochaj się z nią. Seks to najlepszy sposób na rozładowanie wszystkich złych emocji. Daj z siebie wszystko i skup się tylko na niej. Pokaż, że teraz wszystko kręci się wokół jej osoby.

Kobiety wiedzą, że w czasie PMS są strasznymi jędzami, ciężko z nimi wytrzymać i czepiają się o byle co. Gdy ten nieprzyjemny okres minie zdają sobie sprawę, z tego ile wysiłku włożył w załagodzenie sytuacji jej mężczyzna. Nie wolno iść na łatwiznę i uciekać przy pierwszej możliwej okazji. Jest to bardzo ciężkie, wiem to z własnego doświadczenia. Nie raz miałem dziwne myśli, patrząc raz na swoją złą kobietę, a raz na drzwi wyjściowe z mieszkania. Trzeba to po prostu przetrwać i pogodzić się z naturą kobiety. Najwytrwalsi zostaną nagrodzeni! 
/jesse



Do napisania tego tekstu zainspirowało mnie dwóch bliskich znajomych. Obaj żyją w wieloletnich związkach. Obaj się w tym roku oświadczyli. ...

Do napisania tego tekstu zainspirowało mnie dwóch bliskich znajomych. Obaj żyją w wieloletnich związkach. Obaj się w tym roku oświadczyli. I obaj na moje pytanie „kiedy ślub?” odpowiedzieli: „nie spieszy mi się”. Po bardziej wnikliwych rozmowach okazało się, że w obu przypadkach powodem do oświadczyn była presja partnerki oraz rodziny, więc zrobili to, żeby mieć z głowy i… kupić sobie tym kilka kolejnych lat spokoju.

- Czy byłby pan tak uprzejmy i pomógł mi zdjąć bagaże?
- Nie!
- Słucham!?
- Po prostu nie! Mi kto pomaga!?
- Jest pan mężczyzną chyba?
- Ale ja jestem za pełnym równouprawnieniem kobiet. Gorącym zwolennikiem jestem! A pani jest przecież w pełni równouprawnioną kobietą.
- Pan to za to nie jest chyba w pełni mężczyzną!
- Widzicie w nas mężczyzn w pełni, przypominacie sobie tylko wtedy, gdy trzeba wynieść śmieci, kontakt naprawić, zwolnić miejsce w tramwaju, autobusie. Nie jestem już w pełni mężczyzną, bo nie ma takiej potrzeby! Pani jest w pełni mężczyzną za to! 


„Dzień Świra” Marka Koterskiego jest fenomenem. Z każdym kolejnym rokiem dynamicznie zmieniających się norm społecznych, według których „powinniśmy” prowadzić swoje żywoty, uświadamiam sobie, że coś co w głowie reżysera było kiedyś hiperbolą, wyolbrzymieniem, być może nawet przestrogą… dziś stało się rzeczywistością. Przyszło nam żyć w czasach, w których „męskość” atakowana i deptana jest ze wszystkich stron. W czasach feminizmu, poprawności politycznej, tolerancji, gender, przywilejów dla mniejszości społecznych.

Biały, zdrowy, 30-letni kawaler, zarabiający lekko ponad średnią krajową, z kredytem (ale nie we frankach) – najmniej uprzywilejowana, a jednocześnie najbardziej obciążona grupa społeczna. Nie należą mu się żadne zasiłki, świadczenia socjalne, programy 500+, Mieszkanie+, ZajebmyInnymDajmyTobie+. Nic. Zero. Radź sobie sam. Z drugiej strony czekają go ciągle rosnące podatki, składki ZUS, raty kredytu, wiek emerytalny i oczekiwania ze strony płci przeciwnej. Tyraj i płać. Frajerze.

Ktoś zaraz napisze komentarz: „No dobra, ale piszesz tylko o mężczyznach! Przecież kobiety mają tak samo ciężko!”. Gówno prawda. Spójrzmy jak zmieniły się role obu płci w społeczeństwie. Kobiety chcą na każdym kroku dorównywać mężczyznom, zajmować się tym samym (no może poza pracami fizycznymi, „to zostawmy mężczyznom”) co oni i zarabiać tyle samo co oni. Stąd w wielu firmach wprowadzane są przymusowe parytety i wyrównywanie płac, w obawie przed oskarżeniami o dyskryminację, pomimo tego, że do pewnych zadań mężczyźni po prostu nadają się lepiej. Kosztem efektywności i jakości wykonywania pracy stawiamy na równość! Poza tym, role mężczyzny i kobiety zdeformowały się na skutek lewackich i feministycznych ideologii. I o ile kobiety chętnie wykorzystują ten trend dla własnych korzyści, o tyle mężczyźni w roli kobiet czują się po prostu… źle.

W ten oto sposób doprowadziliśmy do sytuacji, w której mężczyźni sami nie wiedzą już co jest tak naprawdę „męskie”. Wychowywani w kulturze patriarchalnej (takiej, w której mężczyzna jest głową rodziny – dla niekumających), dziś zderzają się ze zgoła odmienną rzeczywistością. Systematycznie pozbawiani są praw, natomiast oczekiwania wobec nich są wciąż takie same jak przed laty, a nawet większe. Więc czy kogoś jeszcze dziwi, że mężczyźni są wkurwieni zagubieni? Czy kogoś dziwi, że obserwujemy aktualnie dość wymowny trend – wzrost (29%) liczby mężczyzn, którzy nie chcą zawierać małżeństw?

W systemie patriarchalnym małżeństwo opierało się na dwustronnej korzyści. Kobieta nie musiała martwić się o kwestie materialne oraz finansowe, natomiast mężczyzna zmęczony zarabianiem pieniędzy, mógł zjeść i odpocząć w czystym, zadbanym domu. A dziś? Dziś korzyści z małżeństwa są po stronie kobiet.

Spróbuj powiedzieć kobiecie, żeby ugotowała Ci obiad, albo pozmywała naczynia, PONIEWAŻ JEST KOBIETĄ. – „Jak śmiesz?! Toż to jawna dyskryminacja!
Spróbuj zaproponować, że zrobisz coś za nią. – „Uważasz, że sobie nie poradzę? Że jestem gorsza? Zostaw! Sama to zrobię!
Spróbuj nie naprawić przeciekającego od tygodnia zlewu w kuchni. – „Może zająłbyś się w końcu tym zlewem? W końcu JESTEŚ MĘŻCZYZNĄ!

„Bareja wiecznie żywy” – chciałoby się rzec. Równouprawnienie tylko do czasu, gdy trzeba wnieść pralkę na 3 piętro - wtedy jesteś w pełni mężczyzną. Ale poproś, zasugeruj, upomnij się o cokolwiek dla siebie - zjedzą Cię żywcem, Ty szowinistyczna świnio!

Co do małżeństw - w dzisiejszych czasach one się mężczyznom po prostu… nie opłacają. Czeka na nich o wiele więcej potencjalnych niebezpieczeństw, strat czy pułapek, niż jakichkolwiek korzyści. W przypadku rozwodu nie tylko normy społeczne, ale również prawo stoi po stronie kobiet. To one w 99,9% przypadków zostają "ofiarami" nieudanego małżeństwa i mają przyznawaną opiekę nad dziećmi, alimenty oraz część majątku mężczyzny. To one dostaną jeszcze kilka różnych zasiłków. A mężczyzna? Tyraj i płać. Frajerze.



Facet ma być zaradny, samodzielny, niezależny, a później wszystkim co zarobi, podzielić się po równo z kobietą, nie oczekując niczego w zamian. Tak jesteśmy dziś postrzegani. Kiedyś nazwaliby to „frajerstwem”, dzisiaj to jest „męskość”. O swoje potrzebny martw się sam, o potrzeby kobiety… martwcie się razem. Takie nowoczesne „co jest Twoje to jest moje, co jest moje to… nie dotykaj.”

Nie pomyślcie sobie, że kobiety najchętniej wysłałbym do garów. Nigdy w życiu nie chciałbym mieć kobiety – kury domowej. Idealna kobieta to taka, która po prostu nie patrzy na małżeństwo poprzez pryzmat własnych potrzeb oraz rozumie, że mężczyźni mają w tym względzie nieco inne oczekiwania. My nie potrzebujemy Waszej zaradności, czy poczucia bezpieczeństwa. TO WSZYSTKO ZAPEWNIAMY SOBIE SAMI. Tak nas nauczono i wychowano. Bardziej cenimy Wasze oddanie, czułość, namiętność, obecność i wsparcie w dążeniu do celu (nie bez przyczyny mówi się, że za każdym silnym mężczyzną stoi jeszcze silniejsza kobieta). To są nasze oczekiwania. Oczywiście, możecie być przy tym samodzielne i niezależne, nie przeszkadza nam to. Będzie to nawet dodatkowy atut, ale podstawą są cechy wymienione 2 linijki wcześniej.

Idealny związek to nie taki, w którym każdy próbuje zaspokajać własne potrzeby. Idealny związek to taki, w którym każda ze stron stara się zaspokoić potrzeby drugiej osoby. Dlatego tak bardzo kluczowe jest wzajemne zrozumienie swoich oczekiwań.

Z tą myślą zostawiam Was w ten ponury, piątkowy wieczór.

/james 


Kiedyś zadałem koleżance pytanie „Co decyduje u Ciebie o jakości seksu?” . Odpowiedź była szybka, stanowcza i przemyślana „minetka” . - M...

Kiedyś zadałem koleżance pytanie „Co decyduje u Ciebie o jakości seksu?”. Odpowiedź była szybka, stanowcza i przemyślana „minetka”.

-Minetka? - zapytałem zdziwiony.

-Tak. Mogę Ci to wyjaśnić. - odpowiedziała.

Spojrzałem na nią z zaciekawieniem i zamieniłem się w słuch.

-Każdy facet myśli, że dla pełnego zadowolenia kobiety wystarczy dobrze ruszać biodrami z odpowiednią częstotliwością. Błąd! Nie w tym tkwi sekret. Oczywiście jest to duża i znacząca część sztuki zadowolenia kobiety, ale to właśnie minetka decyduje o „tej” jakości. Zobacz. Skoro każdy facet jest w stanie zadowolić mnie tylko ruszaniem bioder, to w pewnym momencie staje się to takie normalne. Ciężko jest wtedy mówić o jakości, skoro każdy seks jest taki sam. Co innego, gdy facet potrafi zadowolić mnie jeszcze w inny sposób. Minetka to wbrew pozorom bardzo trudna rzecz do wykonania, ale gdy trafisz na faceta, który wie, jak to się robi... Ah... Wtedy nawet to ruszanie bioder staje się dla Ciebie takie niesamowite. To wyznacza u mnie jakość seksu i jakość mężczyzny.

Wziąłem sobie te słowa do serca. Od tamtej pory zacząłem przykładać większą wagę do zadowalania kobiety w ten sposób i wiecie co? To działa. Zauważyłem znaczną różnicę między seksem bez minetki a tym z minetką. Zdałem sobie też sprawę, że jest to trudna dyscyplina jednak do nauczenia. Kobiety wstydzą się mówić o tym, jak lubią być zadowalane, a mężczyźni boją się o to zapytać. Dlatego faceci często popełniają głupie błędy, których mogliby uniknąć lub nie robią prostych trików, bo skupiają się na czymś innym. I tu powstaje pytanie. Jak zrobić idealną minetkę i jakich błędów nie popełniać? Tego dowiecie się, czytając mój krótki poradnik.

1. Jeśli w ciągu dnia powstaje wizja zbliżającej się minetki, musisz pamiętać o podstawowym przygotowaniu się do zadowolenia swojej partnerki. Najczęstszym błędem mężczyzn jest drapiący zarost! Kobiety są tam bardzo delikatne i uwierz mi, że nie sprawia im to przyjemności, gdy drapiesz je brodą. To tak jakby Tobie partnerka szorowała zębami po penisie. NIEDOPUSZCZALNE.

2. Pamiętaj, żeby na kilka godzin przed kontaktem nie jeść ostrych potraw. Znasz tę historię o „koledze”, który kroił ostre warzywa, a później poszedł się wysikać? No właśnie...

3. Zadbaj o odpowiedni nastrój. Jesteś mężczyzną i nigdy tego nie zrozumiesz, nawet się nie staraj. My nie potrzebujemy odpowiedniego nastroju w przypadku lodzika. Z kobietami jest odwrotnie. Mówiąc „nastrój” nie mówię tu o przesadnie romantycznym rzucaniu płatków róż na podłogę. Chodzi o stan emocjonalny i poziom podniecenia kobiety. Gdy leżycie już w łóżku, całując się i powoli rozbierając, budujecie wtedy nastrój, którego tak bardzo potrzebują kobiety. Stawiasz w ten sposób pierwsze kroki idące tylko w jedną stronę.

4. Zdarza się czasem tak, że chwilę przed zejściem na dół usłyszysz „nie, ja tego nie lubię”. Potraktuj to jako wyzwanie. Jak kobieta może tego nie lubić? To tak jakby facet nie lubił loda. Ona to lubi, wręcz kocha, tylko jeszcze o tym nie wie. Widocznie wcześniej nikt nie zrobił tego w odpowiedni sposób. Spójrz na nią pewnym siebie wzrokiem i powiedz „sprawię, że polubisz”. Postaw się swojej partnerce, jednocześnie pokazując, że zależy Ci na jej zadowoleniu. Przechodziłem przez to. Kilka dni później kobieta sama prosiła mnie o to, żebym zrobił jej dobrze.

5. Gdy dotrzesz do centrum Twojego zainteresowania, nie zaczynaj od razu machać jęzorem. Delikatnie całuj wewnętrzną stronę ud swojej partnerki i okolice jej cipki, specjalnie ją omijając. Budujesz wtedy jeszcze większe napięcie i poziom podniecenia swojej kobiety.

6. W momencie, gdy poczujesz, że to już ten moment, zacznij ją delikatnie lizać językiem, a palcami rozchyl jej wargi.

7. Wykonując językiem ruchy „góra - dół” skup się najbardziej na łechtaczce. Znajduje się ona w górnej części cipki. Jest wielkości główki od szpilki i uwaga... Odpowiada tylko za sprawianie przyjemności kobiecie. To jest jej jedyny cel, dlatego tak ważne jest zadbanie o ten rejon kobiecego ciała.

8. Nie machaj bez sensu językiem. Spraw, żeby każdy ruch był przemyślany i miał konkretny cel. Szybciej doprowadzisz w ten sposób kobietę do szczytowania. Za dużo języka potrafi rozkojarzyć kobietę a tego nie chcemy.

9. Jeśli przyszło Ci do głowy plucie na cipkę, to znaczy, że za dużo naoglądałeś się pornoli. To nie są wyschnięte siedemdziesięcioletnie kobiety, które potrzebują potoków Twojej śliny. A jeśli odczujesz potrzebę nawilżenia, zrób to samym językiem. Powinno wystarczyć. Kobiety też nie lubią, gdy jest tam za sucho.

10. Postaraj się sprawić, żeby tempo Twojego języka było wprost proporcjonalne do poziomu podniecenia Twojej kobiety. Im bliżej szczytowania, tym szybciej ruszaj językiem.

11. Gdy mija już dłuższa chwila zadowalania kobiety a na horyzoncie nie widać orgazmu, nie zrażaj się. Nie od razu Rzym zbudowano. Liczą się Twoje starania i zaangażowanie.

12. Jeśli nie starasz się lub nie lubisz tego, nie osiągniesz celu. Rób to w taki sposób, jakby to była Twoja ostatnia cipka w życiu.

13. W momencie, gdy kobieta wchodzi już na szczyt, trzymaj ją mocno za uda lub ręce. Niech wie, że przeżywasz to razem z nią, jednocześnie przyśpiesz prace swojego języka.

14. Gdy osiągnie szczyt, nie przestawaj lizać jej cipki. To dodatkowo stymuluje kobietę. Osiągnie ten idealny stan, w którym jej mięśnie spinają się, a ośrodek w jej mózgu odpowiadający za przyjemność eksploduje. DOTARŁEŚ DO CELU.

15. Połóż się obok swojej partnerki z bananem na ustach i wiedz, że czeka cię najlepszy seks w życiu.

Jeśli zależy Ci na zadowoleniu swojej partnerki, a droga do orgazmu jest jeszcze długa, nie wstydź się jej zapytać o odczucia lub sposób w jaki powinieneś to robić. Komunikacja jest najważniejsza. Skąd masz wiedzieć, czy było jej dobrze, skoro tego nie czujesz. Jeśli kobieta widzi, że Ci zależy i starasz się, nie będzie widziała problemu w nakierowaniu Cię na odpowiednią drogę do celu. Trenuj i rób to z przyjemnością. Dlaczego? Uwierz mi, że jedna dobra minetka wróży wiele wspaniałych lodzików i nie tylko. Zaspokojona kobieta umie się odwdzięczyć i wie, że mężczyźnie należy się nagroda, ponieważ podjął się bardzo trudnego zadania. I najważniejsze! Kobiety o tym rozmawiają między sobą, więc informacja o Twoim super języku rozprzestrzeni się bardzo szybko w kobiecym gronie.


/jesse

-Wstań! – powiedziałem pewnym siebie głosem, jednocześnie wskazując dłonią miejsce przede mną. Wstała. -Tyłem! – dodałem rozkazując...

-Wstań! – powiedziałem pewnym siebie głosem, jednocześnie wskazując dłonią miejsce przede mną.

Wstała.

-Tyłem! – dodałem rozkazującym tonem, gdy znajdowała się już przede mną. 

Lubię gdy kobieta odczuwa tę wybuchową mieszankę emocji: strach połączony z podnieceniem. Spojrzała na mnie niepewnym, lecz pełnym pożądania wzrokiem i… odwróciła się.

Chwytając mocno jej prawy pośladek, popchnąłem ją lekko w stronę ściany i stanąłem tuż za nią, przyciskając ją delikatnie twarzą do owej przegrody, która dzieliła jej pokój od łazienki.

-Ustalmy zasady: przez najbliższe 5 minut nie wolno Ci się odwrócić tyłem do ściany, nie wolno Ci również zdjąć z niej rąk (tu chwyciłem ją za nadgarstki i położyłem jej dłonie na ścianie). - rzekłem.
-Mhm… - jej delikatne jęknięcie odebrałem jako zgodę.

Prawą nogą rozstawiłem jej stopy w lekkim rozkroku i odsunąłem się na metr do tyłu. To był piękny widok. Naga kobieta stojąca pod ścianą, czekająca na nieznane. Na każdy mój kolejny ruch, którego nie mogła się spodziewać. Niesamowicie podniecała mnie świadomość, że mogę zrobić z nią cokolwiek zechcę. Spojrzałem na trzymany w dłoni pasek i wymierzyłem pierwsze, lekkie uderzenie w jej seksowną, kształtną pupę. Zajęknęła. Nie był to jednak jęk bólu, lecz przyjemności. Jej pośladki naprężyły się w oczekiwaniu na kolejny cios. Ten był już nieco mocniejszy. Usłyszałem tylko ciche „o tak”. Podobało jej się. Z każdym kolejnym uderzeniem, jej pupa nabierała kolorów. Same uderzenia też były zróżnicowane: raz mocniejsze, raz słabsze, raz szybkie trzy pod rząd, by za chwilę dać jej chwilę oddechu. Wszystko po to, by trzymać ją w ciągłym napięciu, by nie mogła spodziewać się kolejnego. Nie lubię sprawiać za dużego bólu, więc gdy jej pupa była już cała czerwona, odłożyłem na chwilę pasek. Podszedłem do niej, położyłem dłonie na jej nadgarstkach i całując ją po szyi oraz ramionach, wsłuchiwałem się w jej pojękiwanie.

Nie muszę chyba mówić, że nie tylko ona była podniecona tą sytuacją oraz wyjaśniać, czym objawia się podniecenie seksualne u mężczyzn? No więc stojąc za nią, mój twardy kutas cały czas ocierał się o jej pośladki i nawet trochę zabawne było, gdy co jakiś czas stawała na palcach i próbowała się na niego… nadziać. Ja jednak chciałem z tym jeszcze chwilę poczekać, więc celowo unikałem wejścia do środka, pozwalając jej jedynie na ocieranie się o niego łechtaczką. Gdy poczułem, że śluz z jej niesamowicie mokrej już cipki pokrył „mnie” w całości, chwyciłem ponownie za pasek, kazałem zdjąć jej ręce ze ściany i ułożyć za plecami. Tam owinąłem jej nadgarstki owym paskiem i ścisnąłem mocno, tak by nie miała możliwości uwolnienia swoich rąk. Nabierając w garść odpowiednią ilość jej włosów przy samej skórze głowy, pociągnąłem ją delikatnie i pchnąłem w stronę łóżka.

Posłusznie ułożyła się w pozycji na „pieska bez przednich łap”, tzn. pupę uniosła na kolanach ku górze, natomiast w związku ze związanymi za plecami rękami, górną część ciała oparła głową na poduszce. Uklęknąłem tuż za nią. Czerwona od uderzeń paskiem pupa kontrastowała z jej gładką, jasną, różowiutką cipką, która tylko czekała by poczuć mnie w środku. Swoją głowę ułożyła na poduszce bokiem, więc widziałem połowę jej twarzy, jej lekko rozwarte usta i oko, które patrząc na mnie, chciało dać mi jasny sygnał: „zrób to w końcu!”. Lewą dłonią dałem jej jeszcze klapsa, natomiast prawą złapałem za swojego kutasa i przejechałem nim wzdłuż całej jej cipki, rozdzielając od siebie wargi sromowe, po czym wszedłem w nią jednym, mocnym pchnięciem. Zajęknęła po raz drugi.

Pewnie zauważyliście już, że uwielbiam się drażnić z kobietą w łóżku. Nie inaczej było tym razem. Regulowanie tempa to coś, o czym nie mają pojęcia młodzi mężczyźni, którzy zazwyczaj „tłuką” kobietę jak dzięcioł. Umiejętność ta przychodzi wraz ze zdobywanym doświadczeniem. Ja nauczyłem się tego w poprzednim związku, dlatego teraz mogłem tę wiedzę wykorzystać. Cyklów szybszych ruchów moich bioder, podczas których słychać charakterystyczny „plask” obijających się ud o pośladki, używałem naprzemiennie z tymi wolniejszymi, delikatnymi, by móc poczuć pulsującą w nas krew... W tej pozycji uwielbiam również pozwolić sobie na całkowite wyjście i obserwować jak cipka staje się coraz węższa oraz reakcję kobiety, którą zazwyczaj jest poruszanie biodrami w przód oraz tył, by jak najszybciej poczuć mnie znowu w środku. To nawet trochę zabawne, gdy jesteście tak napalone, że nie potraficie wytrzymać choćby chwili bez nas w sobie.

Dość szybko doszedłem do wniosku, że krawat, który miałem ciągle na sobie, jest w tej pozycji lekko uciążliwy. Wpadłem wtedy na ciekawy pomysł: jednym z jego końców oplotłem szyję Ani, natomiast drugi koniec obwiązałem sobie wokół nadgarstka. Teraz mogłem ją utrzymywać w pozycji poziomej w górze i tylko raz na jakiś czas, delikatnie opuszczać jej głowę na poduszkę, by mogła złapać oddech. Jej głośne pojękiwanie oraz rzucane resztkami tchu „pieprz mnie jak swoją sukę!”, „jestem Twoją dziwką!”, „zerżnij mnie!”, „zrób ze mną co chcesz”, działały na mnie jak płachta na byka. Wpadłem w trans i wedle jej życzenia, pieprzyłem ją z całych sił. Doszła po raz pierwszy.

Nie spowodowało to jednak braku chęci do kontynuowania naszych zabaw. Wielokrotny orgazm – coś czego my-faceci, cholernie zazdrościmy Wam-kobietom. Żeby jednak dać jej chwilę ochłonąć w dolnych partiach ciała, postanowiłem ponownie pobawić się z jej gardłem. Tym razem na moich zasadach. Ułożyłem ją na plecach w taki sposób, że głowa znajdowała się na jego skraju i delikatnie zwisała poza jego obrys. Sam uklęknąłem obok na podłodze i zacząłem pieprzyć… jej usta. Tak – pieprzyć. Ksztusiła się, dusiła, a mimo to chciała więcej. Podziwiałem jej zaangażowanie i wytrwałość. Po chwili takiej zabawy, na panelach pod łóżkiem, powstała kałuża jej śliny zmieszanej z makijażem, który spływał razem ze śliną po jej twarzy.

Po krótkim odpoczynku wróciliśmy do bardziej „klasycznych” form seksu. Pieprzyliśmy się tego dnia bez opamiętania, jak w jakimś amoku, co chwilę zmieniając pozycje i miejsce naszych zabaw. Łóżko, podłoga, biurko, fotel, parapet (bez zasłoniętych rolet), szafa (nie pytajcie jak)… nasza wyobraźnia nie miała tego dnia granic. Jak się okazało później, nie tylko tego dnia, bo choć to był nasz pierwszy wspólny raz, to zdecydowanie nie ostatni.

Ania lubiła, gdy traktowało się ją w łóżku jak zabawkę. Jak narzędzie do zaspokojenia własnych potrzeb. Nie odmawiała niczego. Była posłuszna i nie bała się nowych wyzwań. Pamiętam, że tego dnia, po dwóch godzinach ostrego seksu, gdy ja nie mogąc ustać na nogach, osunąłem się bezwładnie na fotel, Ona równie zmęczona usiadła naga na podłodze, oparła się o ścianę i ledwo oddychając powiedziała: 

„Czuję się taka wyruchana”.

Wiecie dlaczego to zapamiętałem? Ponieważ powiedziała to z uśmiechem na twarzy. Ona naprawdę to lubiła.

P.S. W najbliższym wpisie zmienię trochę tematykę, ale jeśli chcielibyście jeszcze kiedyś przeczytać dalszą część zwariowanej historii z Anią, dajcie znać w komentarzach, będę miał to na uwadze.

/james


Zdrada. Dlaczego tak bardzo jej się boimy? Dlaczego coraz częściej spotykamy się z tym zjawiskiem? Z biegiem czasu wszystko się zmienia. ...



Zdrada. Dlaczego tak bardzo jej się boimy? Dlaczego coraz częściej spotykamy się z tym zjawiskiem? Z biegiem czasu wszystko się zmienia. Świat, który nas otacza, ludzie, ich podejście do spraw związków i wierności. Żyjemy w czasach, w których coraz łatwiej jest nawiązać nowe znajomości, a okazja na skok w bok czyha na nas za każdym rogiem. Co sprawia, że człowiek mimo swojego silnego uczucia względem drugiej osoby decyduje się na taki krok? Dzisiaj spróbuję rozłożyć ten temat na czynniki pierwsze (oczywiście w miarę możliwości). Jestem facetem, więc przedstawię Wam Męski punkt widzenia.
Nie od dziś wiadomo, że samce są osobnikami odpowiadającymi za rozmnażanie, a ich zadaniem jest przedłużenie gatunku. Jest to zakodowane w naszych mózgach tak bardzo głęboko, że pewne decyzje podejmujemy nieświadomie. Dużą rolę odgrywają tu hormony, które odpowiadają za nasz popęd seksualny. Jednym słowem. Mężczyzna stworzony jest do bzykania. Czy w takim razie wierność jednej partnerce jest zgodna z naszą naturą? Odpowiedź jest prosta. Nie. Wcale nie oznacza to, że mężczyzna nie będzie wierny. Jako jedyni przedstawiciele samców, oprócz mózgu, który mamy między nogami posiadamy również drugi mózg, który odpowiada za nasze uczucia, zachowanie, charakter i potrzeby. To dzięki niemu potrafimy obdarzyć drugą osobę zaufaniem, miłością i codziennym wsparciem. Jednak to nie wystarczy, żeby okiełznać nasze fantazje i rządzę. Do tego potrzebna jest odpowiednia partnerka świadoma potrzeb mężczyzny. To w głównej mierze od niej zależy czy partner będzie wierny. Tak, to Wy kobiety odpowiadacie za waszego mężczyznę. I tu niestety pojawia się stwierdzenie, z którym wiele kobiet nie potrafi się pogodzić. Kobiety są obiektem seksualnym dla mężczyzn i żadne feministyczne gadanie tego nie zmieni. Taka jest kolej rzeczy, tak zostaliśmy stworzeni. Dlatego kobiety powinny być tego świadome! W takim razie jest tylko jeden sposób na uniknięcie przykrego rozczarowania i płaczu, że „każdy facet to świnia”. ZASPOKOJENIE potrzeb mężczyzny. Każdy facet, który ma centralnie pod nosem wszystko to, czego mu najbardziej potrzeba w życiu nie będzie rozglądał się na lewo i prawo w poszukiwaniu „większego szczęścia”, bo nie będzie czuł takiej potrzeby. Gdy facet posiada w swoim życiu swój wymarzony ideał, który spełnia wszystkie jego wymagania, to nie będzie czuł potrzeby szukania przelotnej przygody gdzieś indziej. PROSTE. Dlatego drogie Panie, nie ograniczajcie swojemu facetowi seksu, a już na pewno nie stosujcie tego jako karę, gdy coś przeskrobiemy. „KARA NA SEKS” WTF?! Nie traktujcie też tego jako obowiązek, tylko czerpcie z tego przyjemność! Dajcie swojemu facetowi wszystko to, czego mu najbardziej potrzeba a będziecie miały pewność, że jesteście jedynymi, o których fantazjuje. Sprawcie, żeby Wasz facet pożądał tylko Was.

Oczywiście nie uważam, że powód zdrady leży wyłącznie po stronie kobiet przez ich zaniedbanie faceta. Niestety zdarzają się też sytuacje, w których kobieta idealnie wywiązuje się ze swoich obowiązków, fundując swojemu facetowi wszystko to co najlepsze, a mimo to dochodzi do sytuacji, w której kobieta zostaje zraniona w najgorszy możliwy sposób. Tak jak wspominałem na początku. Jestem facetem i mam swoje potrzeby. Jednak całkowicie nie rozumiem mężczyzn, którzy posuwają się do takiego czynu, mając wszystko to, czego nam trzeba tuż obok siebie. Ci, którzy decydują się na taki krok, nie są warci swoich kobiet i są po prostu zwykłymi chujami. To jest sytuacja, w której facet przestaje myśleć mózgiem nr 1, a zaczyna myśleć mózgiem nr 2 i za jego czyny odpowiada popęd. Jedyne co zostaje wtedy kobiecie, to odejść, bo jeśli zrobił to raz... zrobi też drugi.

/jesse

Tekst jest kontynuacją opowiadania "Kusicielka cz.1" dostępnego tutaj: http://mpwjj.blogspot.com/2016/11/kusicielka.html Pamię...

Tekst jest kontynuacją opowiadania "Kusicielka cz.1" dostępnego tutaj:
http://mpwjj.blogspot.com/2016/11/kusicielka.html

Pamiętacie, że moi kumple z klasy nazywali Anię „Pornstar”? Jeśli przyjmiemy, że istnieją ludzie, u których przezwisko definiuje w pełni osobowość tego człowieka… to Ania była właśnie taką osobą. Nie była to grzeczna dziewczynka, kładąca się na plecach w świeżo zmienionej, pachnącej jeszcze płynem do prania pościeli i czekająca na ruch ze strony mężczyzny. Nie była to również osoba, którą satysfakcjonowałby 15 minutowy seks w trzech podstawowych pozycjach: na misjonarza, na jeźdźca oraz na pieska. O nie. Ania, mimo swojego młodego jeszcze wieku, była kobietą dojrzałą i świadomą swej seksualności. Seks był dla niej pełną emocji, namiętności oraz zwrotów akcji grą, w której czuła się mistrzynią. A ja… no cóż… ja w tej grze czułem się równie mocny, więc z rozkoszą przyjąłem jej wyzwanie. Co więcej – zamierzałem być w niej stroną dominującą.

Wspominałem, że ważnym elementem historii jest fakt, iż miałem na sobie tego dnia garnitur. O ile ja nie miałem większych problemów z pozbawieniem Ani ubrań, właściwie to jedynie czarnej, obcisłej tuniki, którą założyła na siebie, o tyle "Pornstar" czekało nieco trudniejsze zadanie. Kiedy ja pieściłem już swoimi dłońmi jej nieduże, ale za to niesamowicie kształtne oraz jędrne piersi, ona rozpinała kolejne guziki mojej gładkiej, białej koszuli. Robiła to z taką gracją, że gdyby istniała konkurencja olimpijska w rozbieraniu mężczyzn, mielibyśmy o jeden złoty medal z igrzysk więcej. Uśmiech nie znikał z jej twarzy. Mówiąc „uśmiech”, nie mam na myśli ust, lecz oczy. To w nich zawsze dzieje się najwięcej. To właśnie w oczach znajduje się to co najważniejsze – namiętność. Koszula, a zaraz po niej spodnie, bokserki, oraz skarpetki wylądowały bezładnie na podłodze. Cholera, musicie przyznać, że jest coś seksownego w widoku porozrzucanych po pokoju ubrań, które przed chwilą z siebie niemalże zerwaliście. Jednak ci z Was, którzy oczami wyobraźni są w tym pokoju razem z nami, powinni teraz zapytać:

„No dobrze… tunika, koszulka, spodnie, skarpetki, bokserki… ale co z paskiem oraz krawatem?!”

Ano właśnie… O ile wymienione wyżej części garderoby powędrowały bez większego żalu na podłogę, o tyle przy zdejmowaniu paska Ania powiedziała:

„To przyda nam się później”

… i odłożyła go delikatnie na poduszkę. Swoją drogą, były to pierwsze słowa, jakie padły od naszej rozmowy o wzorach skróconego rozmnażania mnożenia i lekcjach biologii matematyki. To tylko potwierdza fakt, że cały nastrój kryje się w mimice, mowie ciała oraz gestach, a nie w wypowiedzianych słowach. I tak oto – staliśmy przed sobą zupełnie nadzy, bezwstydnie obserwując się wzajemnie, czując narastające pożądanie oraz chęć jak najszybszego połączenia naszych ciał. Czas się dla nas zatrzymał, cały świat przestał jakby istnieć. Byliśmy tylko my, zamknięci w czterech ścianach, nie liczyło się nic innego.

Aha… tak właściwie to nie byłem do końca nagi, wciąż miałem na sobie czarny krawat i to właśnie za niego pociągnęła Ania, kierując nas w stronę łóżka. Tam, na początku delikatnie, wręcz odrobinę nieśmiało zaczęliśmy poznawać swoje rozgrzane do czerwoności ciała. Każdy dotyk i reakcja drugiej strony były przez nas wnikliwie analizowane. Było to typowe, używając terminologii sportowców, „badanie przeciwnika”, w którym mniej więcej dowiadujemy się czego możemy się spodziewać, oraz na jak wiele możemy sobie pozwolić. Tamtego dnia poczułem, że mogę pozwolić sobie na naprawdę wiele.

Z przystąpieniem do ataku postanowiłem się jednak jeszcze wstrzymać. Chciałem jej dać złudzenie kontroli, więc leżąc na plecach czekałem na jej ruch. A właściwie ruchy, głową, poniżej mojego pasa. To cudowne uczucie gdy kobieta wie, jak zadowolić mężczyznę. Ania wiedziała to doskonale. Nim zdążyłem się zorientować, mój penis znajdował się już w jej ustach. Jeśli zastanawiacie się kto był inspiracją do napisanego przeze mnie poradnika robienia loda (tekst dostępny jest na blogu), to zapewne znacie już odpowiedź – Ania. To ona pokazała mi, jak niesamowitą przyjemność mogą sprawić mężczyźnie kobiece usta, język oraz… gardło. Tak, gardło. Ta dziewczyna wychodziła z założenia „albo wszystko albo nic”, więc do ust brała wszystko, w całości. Nie to żebym był sadystą, ale cholernie lubię dźwięk krztuszenia się kobiety moim penisem. Dlatego też, co jakiś czas dociskałem jej głowę do moich lędźwi i przytrzymywałem chwilę, tak by nie mogła złapać tchu. Podobało jej się. Zacząłem czuć, że przejmuję kontrolę, że prowadzę w tej grze. Jednak Ania przeszła do kontrataku.

Lubię, gdy kobieta wie, czego potrzebuje i nie boi się po to sięgnąć. Dlatego też spodobało mi się, gdy w pewnej chwili wypuściła „mnie” ze swoich ust i uniosła się do góry, kierując się w stronę mojej głowy… i to wcale nie swoją głową. Uklęknęła nade mną tak, że moja twarz znalazła się dokładnie pomiędzy jej, delikatnie już wilgotnymi, udami. W stosunku do facetów, którzy ograniczają kontakty z kumplami na rzecz kobiety, mówi się w przenośni, że „cipa przesłoniła im świat”. Mi tamtego dnia przesłoniła dosłownie. I to nie byle jaka… To była jedna z najładniejszych cipek (tak, faceci oceniają urodę cipek), jaką w życiu widziałem. Wierzcie mi lub nie, ale liczą się detale. Ona zadbała o każdy. Idealnie wygolona, czysta, pachnąca… zamoczenie w niej języka to była sama przyjemność. Nie tylko dla mnie, bo choć uszy miałem lekko przyciśnięte jej udami, to dochodziły do nich jęki rozkoszy wydobywające się z ust Ani. Takie dźwięki to dla mężczyzny woda na młyn. Gdy tylko poczułem delikatne drżenie jej nóg, przerwałem językowe pieszczenie jej łechtaczki i podniosłem ją do góry. Spojrzała na mnie z lekkim wyrzutem, ale nie mogłem dać jej wygrać już podczas gry wstępnej. To ja chciałem kontrolować sytuację, więc uśmiechnąłem się i powiedziałem:

„Spokojnie, to dopiero początek”.

Wiedziała już, że to nie będzie prosta rozgrywka, że trafiła na równego sobie przeciwnika, który nie będzie grał według jej zasad. I wiecie co? Spodobało jej się to. Grymas niezadowolenia zszedł jej z twarzy i zastąpił go złowrogi uśmiech. Dopiero teraz miała zacząć się właściwa gra. Czułem, że to jest ten moment, by przyklepać swoją dominację, więc sięgnąłem ręką po pasek, leżący na poduszce. Jednak Ania złapała mnie za rękę i rzekła:

„To na później”

Ciągle walczyła. Nie mogłem mieć pewności ile w tej walce jest prawdy, a ile jedynie stwarzania pozorów. Stanąłem przed trudnym wyborem: odpuścić czy postawić na swoim? Zła decyzja mogła mnie kosztować utratę atmosfery lub jej szacunku do mojej osoby. Postanowiłem zagrać „all in”. Mimo strachu i niepewności, zebrałem się na odwagę i pewnym siebie, stanowczym tonem powiedziałem:

Nie Ty będziesz o tym decydowała.”

…i czekałem na jej reakcję. Tak chyba czują się w sądzie oskarżeni oczekując na wyrok. Choć od środka targały mną nieopisane nerwy, starałem się nie dać tego po sobie poznać. Patrzyliśmy sobie prosto w oczy i choć stwarzałem pozory pewnego siebie to czułem, że serce wyskoczy mi zaraz z klatki piersiowej. „Jak zareaguje?! Uśmiechnie się czy zdenerwuje?!” – to pytanie drążyło moje myśli.

Uśmiechnęła się. Puściła moją dłoń, w której trzymałem pasek. A więc to już. Wygrałem. Oddała mi pełną kontrolę. Gra będzie toczyła się według moich zasad.

Nie wiedziałem wtedy, że to był test. Nie wiedziałem, że choć lubi stwarzać pozory pewnej siebie to uwielbia, gdy to mężczyzna jest stroną dominującą. Nie wiedziałem również, że to początek pięknej, 2-letniej, namiętnej znajomości… Wiedziałem natomiast, że wszystko zależy teraz ode mnie. Władza to również odpowiedzialność. Przejmując kontrolę, wziąłem na swoje barki ciężar mojej oraz jej satysfakcji. Przystąpiłem więc do działania…

…ale o tym, przeczytacie w części trzeciej (ostatniej). Bo mam ją napisać, prawda? :>
 /james