Gdy obudziłem się, w mojej głowie zastałem pustkę. To dziwne uczucie niewiedzy, chwilowego oszołomienia i dezorientacji. Powolny powrót myś...

Idealny dzień.

By | 15:35 8 comments
Gdy obudziłem się, w mojej głowie zastałem pustkę. To dziwne uczucie niewiedzy, chwilowego oszołomienia i dezorientacji. Powolny powrót myśli i szybkie ogarnięcie sytuacji. Odgłos w uszach rosnącej trawy i laserowe światło słoneczne wypalające oczy. Nie lubię tego uczucia dnia następnego, szczególnie, gdy słabo pamiętam koniec wieczoru. Dzień wcześniej przyjechałem do mojej dobrej koleżanki i jej współlokatorek w odwiedziny. Ugotowaliśmy wspólnie kolację, przy której wypiliśmy dużo butelek wina. Mówiąc „dobrej” koleżanki, miałem na myśli taką, z którą mogę normalnie porozmawiać na każdy temat tak jak z najlepszym kumplem. Przy niej nigdy nie krępowałem się mówić rzeczy, po których niejedna dziewczyna odwróciłaby się na pięcie. Musiał spodobać się jej mój ulubiony tekst na temat idealnej partnerki, który wiele razy jej powtarzałem...

„Idealna kobieta to taka, która nie wypuści faceta z domu z pełnymi jajkami i pustym brzuchem”.

Pierwsze co zobaczyłem po przebudzeniu to zarys głowy schowanej pod moją kołdrą. Znajdowała się na wysokości mojego pasa i unosiła się w górę i w dół. Po sekundzie badania sytuacji, w której się znalazłem, na mojej twarzy pojawił się uśmiech od ucha do ucha, a ręce odruchowo położyłem sobie pod głową. Żyć nie umierać!- pomyślałem - i dając porwać się chwili, leżałem na łóżku rozwalony jak król. Czy można wyobrazić sobie lepszy sposób budzenia drugiej osoby? Przecież to nic nie kosztuje... Minęło kilka minut, a ja dalej nie wiedziałem, co się wczoraj stało, kto znajduje się pod kołdrą i czym zasłużyłem sobie na taką pobudkę. Nagle dziewczyna przerwała poranny jogging i zaczęła kierować się pocałunkami ku górze. Nadszedł moment prawdy. Zupełnie jak w teleturnieju „Idź na całość”, w którym Zygmunt Chajzer odsłania Ci zasłonę, a Ty nie wiesz, co za nią się kryje.

Gdy zobaczyłem twarz mojej znajomej, przez chwilę poczułem się skrępowany i zagubiony, ona wręcz przeciwnie. Swoimi pięknymi i zdolnymi ustami wypowiedziała tylko dwa słowa „dzień dobry!” i z niegrzecznym uśmiechem siadła na mnie. Była dobra w te klocki, ciągle ją obserwowałem. Gdy skakała po mnie, jej twarz wyrażała więcej niż tysiące słów. Zupełnie tak jakby była w swoim świecie. Nagle jej ciało wygięło się jak sprężyna, ręce zaczęły drżeć, a na skórze pojawiła się gęsia skórka. Dotarliśmy wspólnie to punktu kulminacyjnego porannej pobudki. Po wszystkim spojrzała na mnie i powiedziała „chodź do kuchni! Śniadanie nam wystygnie”. Nie myśląc długo, wstałem, nałożyłem na siebie pierwszą rzecz, która mi wpadła w ręce i zasiadłem przy stole. Tam czekała na mnie kawa, wyciśnięty sok z pomarańczy i masę pysznych rzeczy do jedzenia. Było tak idealnie, prawie tak jak na amerykańskich filmach, gdy Pan domu siedzi przy stole i czyta poranną prasę. Czy ten dzień mógł zacząć się lepiej?

Po śniadaniu poszliśmy szykować się do wspólnego wyjścia, ponieważ moja znajoma miała zaraz iść do pracy, a ja wracałem do siebie do domu. Zamówiłem sobie taksówkę i pojechałem w miejsce, w którym znajdują się busy jadące w każdą stronę Polski. Była niedziela a ja nawet nie sprawdziłem rozkładu jazdy. Trochę ryzykowne z mojej strony, ale po tak intensywnym poranku było mi wszystko jedno. Spojrzałem na zegarek, była godzina 11:56. Podszedłem pod rozkład jazdy i sprawdziłem, o której mam busa. Poprzedni był o 10 a następny mam... o 12. Idealnie! Ucieszony, zapaliłem papierosa i po chwili znajdowałem się już w trasie do domu. Los tak chciał czy mam po prostu szczęście? Droga powrotna jak zawsze nużąca. Masa ludzi gadających do Ciebie w sposób jakby znali Cię od dziecka, ciągły ścisk i brak miejsca na nogi. Jedyny sposób na odcięcie się od tego cyrku? Słuchawki na uszy, głośność na maxa i Guns N' Roses na odtwarzaczu.

Gdy dojechałem do mojego rodzinnego miasta była już prawie godzina 21. Wróciłem szybko do domu, wziąłem prysznic, wyszykowałem się do wyjścia na miasto i pobiegłem na przystanek autobusowy. Umówiony byłem z przyjacielem na 21:50 więc... byłem już spóźniony. Nienawidzę się spóźniać. Gdy dobiegłem na przystanek, po niecałej minucie podjechał mój autobus. Nie no tym razem to już chyba przeznaczenie. Chociaż? Przecież to mój idealny dzień. Po 10 minutach dotarłem na miasto. Z przyjacielem mieliśmy wtedy swój ulubiony lokal, w którym przesiadywaliśmy kilka razy w tygodniu. Od razu kierowałem się w jego stronę. Gdy wszedłem do baru, mój kolega już na mnie czekał a na stole stały dwa piwa. Przeprosiłem za spóźnienie i usiadłem przy stoliku. Przyjaciel poinformował mnie, że wygrał dużą sumę pieniędzy i dzisiaj stawia! Przypadek? NIE SONDZE! Wieczór trwał w najlepsze. Jak zwykle rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym. Opowiedziałem koledze o moim pięknym początku dnia i rzeczach, które sprawiły, że ten dzień był jeszcze bardziej wyjątkowy. Zawsze, gdy się śpieszę każda nawet najdrobniejsza rzecz, nie idzie po mojej myśli. Tak jakby wszystko dookoła chciało mi zrobić na złość, ale nie dzisiaj.

Mecz w telewizji dobiegał końca a kolega, siedząc na krześle z założonymi rękami „powoli gasł”. Znacie ten widok? Facet w rogu sali barowej śpi sobie smacznie na stołku. Nie, on nie „zgonuje”, on zrobił sobie chwilową przerwę. A ja? Nie mogłem już się ruszać od ilości wypitego piwa, dlatego poprosiłem kelnerkę o rachunek i zacząłem cucić kolegę. Gdy przyjaciel wrócił do świata żywych, wyszliśmy przed lokal na świeże powietrze na papierosa. Co za paradoks. Nagle usłyszałem dźwięk SMS-a dobiegający z mojej kieszeni. Zdziwiłem się, bo była już późna godzina. Wziąłem telefon do ręki i oniemiałem. Moje oczy przez chwile były wielkości pięciozłotówek. Napisała do mnie koleżanka, z którą nie widziałem się jakiś czas. Wiadomość brzmiała:

„Hej. Nie chcę dzisiaj spać sama. Przyjedź!”

Kolega spojrzał na mój telefon a później na mnie. Powiedział tylko:

„Czy tak zakończy się Twój idealny dzień?”

Nie myśląc długo, pożegnałem się z kolegą. Zamówiłem sobie taksówkę i pojechałem do koleżanki na noc. Oczywiście idealnie wszystko się ułożyło, bo była moją sąsiadką i mieliśmy do siebie 3 minuty piechotą. Gdy dojechałem na miejsce, zwróciłem uwagę na brak błysku światła w jej oknach. Może śpi- pomyślałem – i poszedłem w stronę drzwi. Otworzyła. Zastałem uroczy widok lekko rozczochranej, pięknej blond dziewczyny o idealnych kształtach. Miała na sobie tylko koszulkę na ramiączkach i czarne stringi. Gdy wszedłem do środka, odwróciła się i cicho na paluszkach pobiegła do łóżka, wymachując zmysłowo półnagim tyłeczkiem przed moimi oczami. To było zaproszenie do łóżka. Bez zbędnego gadania, siadania w salonie przy herbacie i udawania, że spotkaliśmy się na pogaduchy o 2 nad ranem. Poszedłem za nią do pokoju. Leżała na łóżku w seksownej pozie i ewidentnie na mnie czekała. Jaki nagły zwrot akcji. Z uroczej zaspanej blondyneczki zamieniła się w głodną wrażeń blond sukę. Piękny widok. Nie zdążyłem jeszcze podejść do łóżka i zdjąć spodni, gdy ona już klęczała. To takie wspaniałe, gdy kobieta wie, czego Ci trzeba i od czego zacząć. Jak to kiedyś powiedział mi James:

„Ja nie mam już szesnastu lat, żeby stawał mi na widok cycka”. 

Po chwili weszliśmy do łóżka, gdzie działa się dalsza niegrzeczna część spotkania. Głodna kobieta jest taka nieobliczalna. Po wszystkim padliśmy obok siebie i bez słowa gapiliśmy się w sufit. Zupełnie jak w scenie z „Fight Club”. Wstałem z łóżka i wyszedłem na balkon. Patrząc na panoramę rozświetlonego miasta, zapaliłem papierosa i pomyślałem:

„Jeszcze tak zajebistego dnia to ja nigdy nie miałem”.


Wróciłem do łóżka, dałem klapsa w wypięty w moją stronę tyłeczek koleżanki i poszedłem spać.

/jesse











Nowszy post Starszy post Strona główna

8 komentarzy:

  1. To było tak słabe... "MENSZCZYZNA". Nie na tym polega męskość. Są to opowiadania chyba jakiegoś gimnazjalisty o swoich fantazjach o pierwszym razie. Zmarnowałem czas, przykre jest czytać taką próżność, brak ambicji, czyste zezwierzęcenie, wtedy zaczynam wątpić w ludzi. BRAK CELU. Jebadło byleby jebać. Zdrada czy nie - nie ważne. Brak piękna. Piękno to miłość, wiara, nadzieja, lojalnosć wobec dobra, wierność. Nigdy więcej nie zajrzę siejecie zgorszenie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że kolega ćwiczy sztuczkę ze znikającymi jajami. Zmarnowałeś również czas na swoje niepotrzebne wypociny.Chyba kolego czas wyjść spod bezpiecznej spódnicy mamusi i włączyć sobie film dla mężczyzn CZYTAJ PORNOS, zwal sobie konia bo przechowywanie materiału genetycznego grozi niebezpieczną chorobą jąder i zatorem w mosznie. Skoro poczułeś się zgorszony to usuń internet i biegnij szybko do kościoła po pomoc. Witamy w prawdziwym świecie.

      /jesse

      Usuń
    2. W temacie zgorszenia dorzucę cos od siebie: POPROSZĘ O WIĘCEJ ;)

      Usuń
  2. Problem w tym, że już dawno wyszedłem spod spódnicy. Nie jestem idealny i wiem, że świat też nie jest. Po prostu mówię Wam, abyście zaprzestali swoich fantazji i znaleźli cel w życiu, pasję. Po to zmarnowałem kolejne minuty na moje wypociny. W kościele dawno nie byłem i wiem, że świat nie jest idealny, ale po co go pogarszać? Czy naprawdę chcesz się obudzić kiedyś w świecie, w którym nie możesz zaufać komuś? Czy naprawdę chciałbyś, aby każda Twoja dziewczyna budziła się z Tobą rano, a później chodziła do kogoś innego na najlepszy seks w jej życiu? Zastanów się nad tym i nie brnij jak dziki zwierz przed siebie. Znajdź lepszych przyjaciół jeśli Twoi są tacy jak swój świat opisujesz. Nigdy nie jest za późno...

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja uwielbiam testy chłopaków! Jestem dziewczyna a mimo wszystko odbieram to z humorem, o to chodzi. Właśnie teraz się bierze wszystko na serio, a trochę humoru, szczególnie w temacie seksu nie zaszkodzi. To temat uniwersalny i ponadczasowy, więc warto robić z tego coś przyjemnego i humorystycznego. Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem gdzie tu humor? Może mi wytłumaczysz, dziewczyno? Dużo teraz takich liberałów, co walczą o wolność słowa, wolność płci, wolność - generalnie o brak zasad. Niestety kiedy przychodzi czas, że nie obowiązują żadne zasady, nie można niczego posiadać, niczego kochać, niczego się spodziewać. To jest nawet kwestia wyobraźni. Są tacy delikwenci, którym to odpowiada tzw. życie na spontanie. Urodzili się by jarać zioło i pić wódę i się śmiać z wszystkiego, a gdy przychodzi im kopać łopatą, to mówią "chujowy kraj" trzeba wyjechać. Tak to jest. Niestety nie ceni się prawdziwych wartości. A to że prawdziwe wartości pokrywają się z tymi w Biblii to nie jest moja wina. Nie czytałem jej. Po prostu słyszałem. Kiedyś zamierzam przeczytać. Uparłem się, że patrzę co odpisujecie. Ale mam nadzieję, że choć jednej owieczce otworzę oczy, a ona otworzy komuś jeszcze i łańcuchowo załatwię sprawę zła na tym świecie. Ot taki naiwny jestem. Sam też potrafię się śmiać, ale uważam, że Wy tu przekraczacie mocno granicę. Totalny brak zasad. Opowieści są zmyślone, wiem. Ale po prostu siejecie zgorszenie. Po co w tym uczestniczyć?

      Usuń
    2. Zaskoczę Cię - opowieści nie są zmyślone (poza tekstem "Nieznajoma"). Widzę, że masz dyktatorskie zapędy. Narzucanie innym swoich "zasad", swojego toku myślenia, swojej moralności nigdy nie wróży niczego dobrego. Każdy ma prawo mieć własne poglądy i żyć wg własnych zasad, dopóki nie krzywdzi tym innych. Im szybciej pogodzisz się z tym, że świat to nie jest idealistyczna utopia, tym lepiej dla Ciebie. Ludzie są różni, jedni swoje życie poświęcają wyższym celom i ideom, inni starają się wycisnąć z niego maksimum. W końcu mam je tylko jedno ;) tak więc wysuwanie pretensji do ludzi o to, że chcą być szczęśliwi i chwytać każdy dzień, w imię jakichś Twoich prywatnych "zasad" wydaje się być trochę nie na miejscu ;) /james

      Usuń
  4. Im mniej się będę kłócił tym może mniej uprzecie się w swoich poglądach. Dlatego kończę na tym. Już naprawdę więcej tu nie wejdę, dodam tylko, że tym zaskokiem, pogorszyłeś tylko moje zdanie o Was. Wolność kiedyś Was zdusi. Pewnych granic się nie przegracza. Nie chodzi tu o moje zasady, ja Wam nie napisałem moich zasad. Nie narzucam, skłaniam Was ku przemyśleniu. Po prostu wszystko co człowiek robi jest rejestrowane, zapamiętane. Tego później nie cofniesz. Jedno krótkie życie, a później wieczność.

    OdpowiedzUsuń